Świat z papieru i stali to pierwsza pozycja z cyklu Okruchów Japonii
- serii, którą Waneko zdecydowało się zaprezentować polskiemu, acz
niekoniecznie mangowemu, czytelnikowi. Najwyraźniej, do tej pory stricte
mangowe wydawnictwo, postanowiło nieco rozszerzyć swoją ofertę, a tym
samym grono potencjalnych klientów. W końcu nie tylko fani japońskiego
komiksu i animacji interesują się Japonią, prawda?
Każdy chyba domyśla się, co można znaleźć
w dziale pierwszym - „W kręgu historii, tradycji i kultury”. Teksty o
świątyniach, o tradycyjnie obchodzonym Nowym Roku, o herbacie, o
korzeniach mangi itd., itp. Na uwagę zasługuje wcale obszerny artykuł na
temat kultury ludu Ainu pierwotnie zamieszkującego Hokkaido, później
wypartego przez ludność japońską, a obecnie stanowiącego mniejszość
etniczną w Japonii. Mnie bardzo przypadł do gustu także felieton
zatytułowany „Mała religia - wielka wiara”, opowiadający o stosunkowo
mało popularnym wyznaniu, które narodziło się w Japonii w epoce Meiji.
Zapewne wielu czytelników zdziwi tekst o Miyazakim umieszczony w tym
akurat dziale i odnoszący się wielokrotnie do współczesnego
społeczeństwa japońskiego - być może ma to związek z faktem, iż reżyser
ten garściami czerpie z mitologii swojej ojczyzny… A może to tylko
przeoczenie ze strony redakcji. Dział pierwszy kończy felieton
zatytułowany „Bose stopy, popiół i serca…”. Opowiada on w sposób bardzo
prosty i bezpretensjonalny o Hiroszimie, trafiając czytelnika (a
przynajmniej mnie) prosto w serce. Teoretycznie na ten temat powiedziano
już wiele, jednak autorka tego tekstu podeszła do niego od trochę innej
strony i efekt zapada w pamięć na długo. Z działu drugiego - „Japonia
dziś” - możemy dowiedzieć się, jak Japończycy postrzegają nasz kraj i
społeczeństwo, poznać trochę ich sposób myślenia, te nietypowe dla nas
fragmenty ich codzienności, a także odwiedzić kilka miejsc oraz
przyjrzeć się nieco bliżej Cesarzowej - oczami japońskimi, jak i
polskimi. W „Japonii od kuchni” znajdziemy garść informacji na temat
tego, co jedzą współcześnie Japończycy oraz kilka przepisów na japońskie
potrawy.
Nieco dziwacznie brzmi tytuł działu
trzeciego - „W normalnej Japonii”. Niekoniecznie długa, ale na pewno
bardzo ciekawa część książki. Jest to zbiór felietonów autorstwa jednej
osoby: Aleksandry Watanuki, która opisuje swoje przeżycia, czyli
pierwsze kroki stawiane w obcym kraju. Nauka języka japońskiego, później
studia na japońskiej uczelni, pierwsza praca, pierwsza styczność z
obcym narodem. Myślę, że można to potraktować jako próbkę następnej
części cyklu - Japońskiego codziennika, który będzie już w
całości pracą pani Watanuki. Muszę przyznać, że patrząc przez pryzmat
artykułów, które napisała ona na potrzeby Światu z papieru i stali, Codziennik zapowiada się interesująco.
Nie mogło oczywiście zabraknąć działu
traktującego o mandze. Poświęcony on został w dużej mierze spojrzeniu
Japończyków na rodzimy komiks, a także osobie, o której mówi się, że
mangę jako taką stworzyła - Osamu Tezuce. Prócz kilku artykułów w
całości jemu poświęconych, bądź tylko w którymś momencie wspominających o
„ojcu mangi”, znajdziemy tu także parę tekstów o tym, jak postrzegany
jest komiks japoński w Polsce (i tak, nawet na ten temat można napisać
coś nowego i niekoniecznie powszechnie znanego). Oczywiście nie mogło
zabraknąć także felietonów o poszczególnych tytułach. Nawet jeśli
wygląda to na małą kryptoreklamę (Locke Superczłwiek, Cześć, Michael!, Great Teacher Onizuka, Tu Detektyw Jeż, Video Girl Ai
- no cóż, nikt mi nie powie, że dobór tytułów był przypadkowy…), to
rzeczywiście są to mangi cenione, choć nie zawsze doceniane. Do tego
działu trafiły także artykuły opowiadające o Miyazakim, Ghost in the Shell czy dobrze wszystkim znanej Pszczółce Mai. Rzecz warta uwagi to wywiad z Fuyumi Soryo, autorką znaną zapewne części czytelnikom z wydanej u nas piętnastotomowej mangi Mars lub ukazującej się kiedyś na łamach Mangamixu jednotomowej Doll.
Muszę przyznać, że wywiad jest bardzo obszerny i wyczerpujący - owszem,
pewnie bardziej zrozumiały będzie dla tych, którzy z twórczością tej
pani są dobrze obeznani, ale nawet ktoś, kto nie miał z nią nigdy
styczności, może dowiedzieć się ciekawych rzeczy. O codzienności twórcy
mangi i o tym, że aby je tworzyć (i to tworzyć całkiem niezłe tytuły)
wcale nie trzeba ich czytać ani lubić. Są twórcy, którzy do tej branży
trafili przypadkiem i traktują ją wyłącznie jako źródło zarobku…
Na ostatnich stronach książki znajduje
się krótki i treściwy „Savoir vivre wyjeżdżających do Japonii” i kilka
słów o autorach felietonów zawartych w całej książce. Skoro już przy
nich jesteśmy - chyba najlepsze wrażenie zrobiły na mnie teksty pisane
przez Martynę Taniguchi i Aleksandrę Watanuki, choć to oczywiście moja
subiektywna opinia i nie każdy musi się z nią zgadzać. Zdarzają się
jednak w zbiorze takie artykuły, które wydają mi się niepełne. Dany
temat zostaje rozpoczęty i nawet rozwinięty, ale kończy się w momencie, w
którym dopiero zaczyna mnie interesować. Takie wrażanie miałam
zwłaszcza w początkowych działach - zupełnie jakby autorzy chcieli podać
absolutne minimum informacji. Przydałoby się także małe wyjaśnienie,
kim są wielokrotnie przy różnych okazjach wspominani esperantyści, bo
odnoszę wrażenie, że w pierwszej chwili nie tylko ja nie wiedziałam, o
czym mowa.
Świat z papieru i stali został
wydany porządnie. Miękka okładka nie jest co prawda specjalnie trwała,
ale za to prezentuje się całkiem ładnie i jest na tyle barwna, że
wyróżnia się z tłumu, a w końcu taka jej główna rola. Po stronie
tytułowej znajduje się spis treści - umieszczenie go w tym miejscu
uważam za o tyle dobre rozwiązanie, że czytelnik może sobie od razu
przejrzeć tytuły poszczególnych felietonów i wybrać te interesujące go,
zamiast przedzierać się wpierw przez ileś stron i artykułów (spisy
treści rzeczywiście bywają umieszczane w dziwnych miejscach). Oprócz
tekstów w środku znajdziemy także liczne fotografie i obrazki (np. kadry
z mangi) związane oczywiście z daną tematyką. Są to niestety przede
wszystkim zdjęcia czarnobiałe (co, podobnie jak miękka okładka, wpłynęło
pewnie znacząco na cenę książki), aczkolwiek w kilku miejscach
zamieszczono wkładki z kolorowymi ilustracjami wraz z ich opisami -
łącznie tych stron jest trzydzieści i jest to rozwiązanie bardzo dobre
zwłaszcza w przypadku pokazywania potraw oraz rzeczy związanych z
kulturą: na przykład wielobarwnych kimon. W samych artykułach
wypatrzyłam kilka literówek, zgubionych przecinków i tym podobnych, ale
nie są to rzeczy znacząco wpływające na komfort czytania (z wyjątkiem
sporego „babola” przy notce o Martynie Taniguchi - tam wręcz sens tego,
co miało zostać przekazane, umyka w dzikim galopie)
Czy Świat z papieru i stali uważam
za rzecz godną polecenia? No cóż, z powyższego tekstu wynika wyraźnie,
że ta książka zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Jest to pozycja
ciekawa i wydaje mi się, że zadowoli pasjonatów Japonii samej w sobie.
Różnorodna tematyka daje duże szanse, że każdy znajdzie coś, co go
zainteresuje, a masa zdjęć na pewno jest dodatkowym atutem. Siłą rzeczy
autorzy felietonów to osoby obeznane z tematem, o którym piszą, a zmiana
perspektywy w zależności od tego, który z nich dany artykuł napisał,
rzeczywiście pokazuje czytelnikowi wielowymiarowy obraz Japonii.
Recenzja oryginalnie opublikowana została na portalu Czytelni-Tanuki. Oczywiście jest mojego autorstwa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz